| Oferta PKP to jest
| żadna oferta.
Tak i dlatego statystyczny polak przejechał z PKP w 2004 roku 488,5km
statystyczny Czech 585km a Niemiec 772,5km
Co chcesz przez to powiedzieć? Bo nie wiem do czego zmierzasz. Przecież
to tylko wynika z tego, że
Czech i Niemiec, ma na każdym zadupiu pociąg najdalej za dwie godziny, a u
nas po 18-tej, to z niejednego dużego miasta ciężko się wydostać. Czy chcesz
przez to powiedzieć, że ludzie są w Polsce "be", bo nie korzystają z usług
PKP? Sytuacja jest całkowicie odwrotna, oni nie korzystają z usług PKP, bo
nie mają z czego korzystać.
| A jeśli uważasz, że elastyczność samorządów jest zerowa, to
| jaka jest elastyczność PKP? Czyżby wyrażona w liczbach ujemnych? Wszak
| PKP
| tylko w jednym jest dobre - w rzucaniu kłód pod nogi.
Amatorzy mają prawo wszystkiego nie wiedzieć i ja to rozumiem
Fachowiec od orania torów się odezwał. Czy PKP (oprócz zach-pom. ZPR)
zrobiło cokolwiek aby gdzieś odzyskać klientów? Jedyny znany mi przypadek to
Wieliczka. Zobacz jak to wygląda, tam gdzie ludzie mają pewność dostępu do
pociągu, to jeżdżą, tam gdzie co drugi dzień raczy się ich KKA lub odwołuje
pociągi, tracą zaufanie do przewoźnika.
Podaj chociaż kilka przykładów gdy PKP zrobiło cokolwiek, oprócz
wyciągnięcia ręki po samorządowe pieniądze.
Ja takich przypadków nie znam, a jednak jeśli się chce, to można, na co
wskazuje zwiększająca się ilość pasażerów i uruchamianych pociągów w
zach.-pom., gdzie zrozumiano, że dochody, to nie tylko dofinansowania z
budżetu, ale również pieniądze z biletów i warto o klientów powalczyć.
Niestety reszta dyrektorów ZPR, woli siedzieć z dupą na krześle i
szantażować samorząd ile to oni wytną pociągów, gdy nie otrzymają wyssanej z
palca kwoty pieniędzy. Za przyzwoleniem swoich przełożonych. A przecież
wystarczyło by wezwać ich na dywanik i powiedzieć, że jeśli w ciągu roku
ilość przewożonych pasażerów nie wzrośnie o 10%, to wylecą na zbity pysk. I
zapewne stał by się ogólnokrajowy cud nad Wisłą.
Jeśli w zach.-pom. to jest możliwe, to dlaczego nie jest możliwe w innych
rejonach Polski. Zapewne samo skrupulatne sprawdzanie biletów pozwoliło by
osiągnąć wyznaczony cel. Ba, wystarczy sobie uzmysłowić, że uruchomienie
pociągu to są tylko koszty stałe, co powoduje, że każdy dodatkowy pasażer,
to dodatkowy zysk.
Ale w tym celu to spółka musiała by wytyczyć sobie jakieś jasne cele inne
niż ssanie i szantażowanie samorządów. Co ciekawe samorządy kupują coraz
więcej szynobusów, a ZPR-y wołają coraz więcej pieniędzy, pomimo, że koszty
bezpośrednio związane z przejazdem spadają. Ale cóż się dziwić, gdy dzisiaj
są już ZPR-y, które zatrudniają 100-krotnie więcej ludzi, niż uruchamiają
pociągów, tu przoduje podlaski i podkarpacki ZPR, przy takiej gospodarce, to
nie ma sposobu, aby jakikolwiek pociąg był dochodowy. Przy takiej gospodarce
jak na PKP, to nawet na pustyni, po roku piasku by zabrakło.